Wyprawa na Bałkany : Frihet :: góry polskie i na świecie, wyprawy w góry, opinie o sprzęcie górskim, zdjęcia z gór, podróże po świecie, życie z pasją

 

Wyprawa na Bałkany

Albania

Albania


Wyprawa zorganizowana przez Konsula Honorowego Republiki Albanii Jarosława Rosochackiego oraz Towarzystwo Polsko ? Albańskie. Taki charakter wyjazdu był dla nas nowością, jednak w najbliższej przyszłości nie planujemy tego powtarzać. Jako osoby z zewnątrz pojechaliśmy tam z nieco innym nastawieniem i z nieco innymi planami 🙂 Bywało różnie. Zobaczyliśmy jednak kawałek świata, poznaliśmy inną kulturę, tradycje i zwyczaje. I co dla nas najważniejsze, powędrowaliśmy po dzikich albańskich górach. Posłuchajcie….


18.09.2010
Trasa: Poznań ? Czechy ? Słowacja ? Węgry

Za oknem autobusu leniwie przewijają się krajobrazy. Mkniemy. Mijając kolejne miejscowości z każdym km zbliżamy się do granicy. Czas wypełnia nam wykład Pana Jarka. Dowiadujemy się wielu ciekawych informacji o Albańczykach, ich kulturze i obyczajach. Przedsmak tego, czego mamy doświadczyć sami. Zostawiamy za sobą kolejne kilometry. Podczas ?sikpauzy? z zainteresowaniem obserwujemy życie osiedlowe czeskich myszy, które w pobliżu stacji benzynowej zagospodarowały spory kawałek terenu. Przemierzając Węgry jesteśmy świadkami inwazji słoneczników, które hektarami ciągnęły się wzdłuż drogi. Życie towarzyskie autobusu nabierało rumieńców. Zakupy poczynione w słowackim sklepiku zaczynały przynosić właściwy efekt 🙂 Nie ma jednak róży bez kolców. Po tylu godzinach podróży nasze ?siedzenia? są już kwadratowe. Późnym wieczorem docieramy do Szegedu, gdzie czekał zamówiony nocleg. Wreszcie można poleżeć na dowolnie wybranym boku 😀


19.09.2010

Trasa: Szeged ? Serbia ? Kosowo

Noc spędzona w domkach Eurocampu zregenerowała nasze siły nadszarpnięte wielogodzinną podróżą dnia wczorajszego. Zanim każdy dobrze ulokował się w swoim autobusowym siedzisku, byliśmy już na granicy z Serbią. Po niewielkich problemach i groźnych spojrzeniach pogranicznika ruszyliśmy w głąb kraju. Naszym oczom ukazały się gigantyczne uprawy kukurydzy [foto], ciągnące się po horyzont. Niesamowity widok, zważywszy, że w najbliższej okolicy nie było widać żadnych gospodarstw. Krajobraz dopełniały pola słoneczników. Czarnych łbów, pozwieszanych i ponuro spoglądających na świat. Przy niezbyt sprzyjającej aurze był to dość przygnębiający widok. Cały czas pada. Połykamy kilometr za kilometrem. Im bliżej Kosowa jesteśmy, tym jest cieplej. Zmienia się też krajobraz. Teren stał się górzysty, mogliśmy nacieszyć oczy. Pola kukurydzy nie pozwalały nam jednak zapomnieć, że to wciąż Serbia. Na przejściu granicznym pogranicznicy sprawiali wrażenie nieco milszych niż przy wjeździe do kraju. Mimo wszystko swoje musieliśmy odstać. Jakże mile się zaskoczyliśmy niespełna kilka metrów dalej. Straż graniczna z Kosowa była uprzejma, rozmowna i uśmiechnięta. Niestety powrót tą samą drogą nie jest możliwy. Jak nam się udało dowiedzieć, wjeżdżając do Kosowa z Albanii czy Macedonii i dalej chcąc jechać do Serbii, będziemy przez nią traktowani jako osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę. Paradoks. Po załatwieniu wszystkich formalności udajemy się do stolicy kraju, Prisztiny. Wzdłuż drogi mnożą się liczne firmy i małe osiedla. Identyczne, wielopiętrowe domy budowane przez braci tworzą niepowtarzalny widok. Im więcej rodzeństwa, tym więcej jednakowych budynków obok siebie. Kosowo rozwija się dynamicznie. Pieniądze napływają do kraju od Albańczyków pracujących za jej granicami. Stolica przywitała nas wąskimi uliczkami, ogromną ilością samochodów, sklepów, restauracji i kawiarenek. Tętniła życiem. Nocleg mieliśmy zarezerwowany w akademiku. Po szybkim rozpakowaniu i odświeżeniu się, mocną grupą ruszyliśmy do centrum miasta wziąć udział w tradycyjnym ?corso?. Spacerowaliśmy razem z Albańczykami deptakiem wśród przeróżnych lokali, gdzie nocne życie nabierało kolorów. Główną atrakcją wieczoru był jednak pędzący, żółty ?maluch?. Tego nie spodziewaliśmy się tam zobaczyć 🙂 ?Wielbłądzie mleko? na noc wynagrodziło nam trudy całego dnia?


20.09.2010

Trasa: Prisztina ? Prekas ? Peje ? Prisztina

Dzień zaczął się od wizyty w rodzinnej knajpie ?Majaci? i skonsumowania ogromnego śniadania. Składało się na nie: darmowa zupa z pieczywem, smażone klopsiki, ostra czerwona papryka oraz herbata (caj) podawana w tradycyjny sposób [foto]. Najedzeni do syta ruszyliśmy zwiedzać miasto. Przemierzając ulice Prisztiny trafiliśmy na ślady [foto] dawnej wojny. Jest ich jednak coraz mniej i za niedługo znikną zupełnie. Zagłębiając się w starszą część miasta, błądząc w sieci uliczek, widzieliśmy stare meczety, zrujnowane budynki, rejony biedniejsze. Ludzie byli bardzo sympatyczni, uśmiechnięci. Nie sposób ich nie polubić 🙂 Około południa wyjechaliśmy na objazdowe zwiedzanie Kosowa. Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie odwiedzenie, w miejscowości Prekas, domu [foto], w którym wraz z całą rodziną zginął Adem Jashari. Serbowie z moździerzy ostrzelali budynki, w których zginęło łącznie 56 osób. Adem był albańskim partyzantem, któremu w roku 1998 przyszło zapłacić najwyższą cenę?


21.09.2010

Trasa: Prisztina ? Gjakowa ? Prizren ? Durres

Górską drogą, wśród malowniczych krajobrazów opuszczamy Prisztinę i udajemy się do Gjakovy. Miasteczko to w czasie wojny zostało zniszczone w 90%. Bez trudu można znaleźć ślady dawnych walk. Zachęceni sprzyjającą aurą wędrujemy na pobliskie wzgórze, z którego podziwiamy panoramę najbliższej okolicy. Cała miejscowość schowana w dolinie i otoczona górami [foto], strzegącymi jej granic niczym dawni herosi. Piękny widok. W dalszej drodze zatrzymaliśmy się przy wspaniałym wąwozie [foto], przez który przepływa Biały Drin. Mogliśmy ponownie nacieszyć oczy. Ostatnim przystankiem w podróży przez Kosowo był Prizren. Urokliwe miasto z dużą ilością meczetów, które głośno nawołują wiernych. Naszą uwagę przykuła stara twierdza bizantyjska zbudowana na wielkim wzgórzu. Ogromne mury obronne [foto] świadczyły o jej dawnej świetności. Decyzja mogła być tylko jedna ? idziemy! 🙂 Ekipa powiększyła się o nowego kompana Marka, który zdecydował się powędrować z nami. Droga prowadziła kręta ścieżką między zboczami skalnymi, w których udało się nam wypatrzeć coś na styl dawnego posterunku obserwacyjnego [foto]. Będąc coraz wyżej zachwycaliśmy się rewelacyjnymi krajobrazami. Tego nam było trzeba. Wędrówkę urozmaicały ciekawe rozmowy, nie mogło oczywiście zabraknąć ?teorii strun?, którą wyłożył nam Jarek. Po dotarciu na szczyt znaleźliśmy się w centrum twierdzy. Dało się rozpoznać poszczególne elementy, które składały się na jej całość. Ujrzeliśmy też przepiękną panoramę miasta. Warto było się wspinać. Po zejściu do centrum ugasiliśmy pragnienie zimnym piwem. To był dobry dzień. Dalsza część wyprawy wiodła przez Alpy Albańskie do Durres, do którego dotarliśmy późnym wieczorem.


22.09.2010

Trasa: Durres ? Kruje ? Durres

Po znacznym śniadaniu, pełni mocy, ruszyliśmy dziś do Kruji (Źródło). Miasto to było pierwszą historyczną stolicą kraju. Tu również urodził się albański bohater narodowy Skanderberg. Usytuowane jest na zboczu masywu górskiego Kruja [foto]. Po przyjeździe zatraciliśmy się w małej uliczce handlowej [foto], pośród pracowni złotniczych, sklepików z wyrobami z metalu i srebra, z starymi militariami. Następnie, zaspokoiwszy swoje zapędy zakupowe, udaliśmy się na ruiny zamku Skanderberga. Mogliśmy stamtąd podziwiać przepiękna panoramę miasta wkomponowanego w zbocze górskie. Jakiż to musiał być widok kilka wieków temu? Zdecydowanie warto było tam dotrzeć. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o centrum Durres. Z odrobioną szczęścia udało się nam dostać na teren stoczni. Pod czujnym okiem ochrony zrobiliśmy nawet kilka fotek [foto]. Później wbiliśmy się do lokalu na dachu wieżowca skąd rozpościerała się panorama całego miasta. Dzień zakończył się konkretną imprezą integracyjną?


23.09.2010

Trasa: Durres ? Tirana ? Durres

Po konkretnej integracji zawsze musi być konkretne śniadanie 🙂 Dziś udajemy się do stolicy kraju, Tirany. Na początek odwiedzamy, mieszczący się ok. 15km od miasta Park Narodowy. Naszym celem jest góra Dajti (1610 m n.p.m.). Kolejką linową, podziwiając piękne widoki po drodze, w około kwadrans dostajemy się na wysokość ok. 1000 m n.p.m. Niestety aby iść wyżej trzeba mieć pozwolenie wojskowe. Inaczej wejdziesz na szczyt i cię zestrzelą 🙂 Zostaje nam nacieszyć oczy widokami, które mamy przed sobą [foto] oraz wspaniałą panoramą miasta [foto]. Ciekawostką jest, że cała góra usiana jest bunkrami strzegącymi dostępu na szczyt. Po zobaczeniu tego co było do zobaczenia wracamy na dół i jedziemy do centrum na Plac Skanderberga. I w tym momencie zaczynają się dziać rzeczy, które nie powinny mieć miejsca? Cała sytuacja zmroziła nam krew w żyłach, szczególnie mnie. Powiem tylko, że w 2 godziny wróciliśmy na Dajti Express, wjechaliśmy kolejką na górę, ruszyliśmy w teren i ponownie dojechaliśmy do centrum. Oj, działo się. Tirana z wysokości prezentowała się zdecydowanie lepiej niż od środka. Jak na stolice przystało ruch był ogromny, nie wspominając o nadpobudliwych kierowcach, którzy klaksonu używali jako przecinka w swoich wypowiedziach. Dostawaliśmy szału. Chwilę wytchnienia znaleźliśmy przy pomniku Chopina. Jednak pełnia szczęścia nastąpiła po opuszczeniu miasta i udaniu się do hotelu na zimnego ?Henryka?.


24.09.2010

Trasa: Durres ? Berat ? Sarande

Durres żegnał nas pięknym wschodem słońca. Nie czas jednak zachwycać się widokami. Przed nami długa droga. Ruszamy dalej na południe kraju do Sarandy. Przemierzając Albanię zatrzymujemy się w mieście Berat, które leży u podnóża łańcucha górskiego Tomorri. Piękne miejsce, w okolicy wzniesienia pokryte są drzewami oliwkowymi [foto], kręte uliczki między starymi domami tworzą niepowtarzalny klimat. Udajemy się do starej twierdzy bizantyjskiej, wzniesionej nad miastem. Jest to jedyne takie miejsce w Albanii, gdzie nadal mieszka ok. 200 rodzin. Twierdza jest zachowana w bardzo dobrym stanie, można w niej poczuć ducha wieków minionych [foto]. Niesamowita podróż w czasie? Odwiedzamy też Muzeum Onufrego, artysty, który pozostał po dziś dzień najsłynniejszym albańskim malarzem ikon [foto]. Wędrując murami twierdzy podziwiamy wspaniałą panoramę okolicy, stare cerkwie [foto], wąskie uliczki, spotykamy mieszkańców. Nasiąkamy tym klimatem. Po prostu kapitalne miejsce, szkoda tylko, że nie mamy więcej czasu i musimy iść dalej. Spadzistą, kamienistą drogą schodzimy do miasta i udajemy się do jego starej części. Domy wybudowane jeden nad drugim, na stromym zboczu, wyglądają rewelacyjnie [foto], tworząc ?miasto tysiąca okien?. Z żalem opuszczamy Berat i ruszamy w dalszą część trasy. Riwierę Albańską zasłoniła nam czarna kurtyna nocy. Mogliśmy jedynie rozróżnić ciemne kontury gór oraz dostrzec taflę morza. Do Sarandy docieramy późnym wieczorem. Na jutro jest zaplanowana wyprawa w góry. Na to czekaliśmy. Przy rakii dogadujemy szczegóły, właściciel hotelu Orest zaproponował, że podrzuci nas samochodem do punktu startowego. Wszystko układało się świetnie. Po spakowaniu całego sprzętu, zadowoleni położyliśmy się spać?


25.09.2010

Trasa: Sarande ? Gjirokaster ? Sarande

Saranda jest najbardziej nasłonecznionym miastem w Albanii. Przez 300 dni w roku panuje tu słoneczna pogoda? No to mamy wyjątkowego pecha! 👿 Od półtora miesiąca była tu świetna pogoda a mnie w nocy obudził ulewny deszcz. Krajobraz zatopiony w gęstwinie chmur, wilgotne powietrze, nieprzyjemnie robiło się od samego patrzenia. Czarna rozpacz! Wszystkie plany legły w gruzach. W takich warunkach co najmniej nierozsądna byłaby próba wyjścia w góry. Mijają kolejne godziny. Pada i leje, leje i pada, kolejność dowolna. Aby nie zmarnować całego dnia ok. południa jedziemy do Gjirokastry. Miasto usytuowane jest na trzech zboczach wzgórza. Stara część, na którą składają się domy z dachami pokrytymi płytami z kamiennych łupków, tworzy fantastyczny widok [foto]. Stąd nazwa ?Srebrne Miasto?. W strugach deszczu udajemy się na jedno ze wzgórz, gdzie znajduje się twierdza. Podziwiamy ogromną budowlę oraz znajdujące się tam muzeum [foto] z ekspozycja broni z czasów I i II wojny światowej. Wychodząc na mury mogliśmy w całej okazałości zobaczyć panoramę miasta [foto] i otaczających je gór. Właśnie po tych szczytach mieliśmy wędrować? Gdy spadło na nas już tyle deszczu, że więcej nie mogliśmy przyjąć, schroniliśmy się w małej restauracji. Zjedliśmy posiłek, którego nazwy nawet nie potrafię wymówić. Nie mniej był oryginalny i dobry. Droga powrotna nie napawała optymizmem. Lawiny chmur zsuwały się po zboczach w kierunku dolin niosąc kolejne opady deszczu. Miejmy nadzieję, że jednak jutro będzie lepiej?


26.09.2010

Trasa: Sarande ? Butrint ? Ksamili ? Sarande

Ostatnia szansa na zrealizowanie głównego celu wyjazdu spłynęła strumieniami deszczu? Po pięknym wschodzie słońca w kilka chwil, ściana wody zasłoniła horyzont. Leje? Przed południem przestaje padać, deszczowe chmury chowają się za górami, wychodzi słońce. Szybka reorganizacja i ruszamy do Butrinti. Jest to miasto ruin, w którym można zwiedzać odkryte zespoły archeologiczne. Odbywamy kolejną podróż w czasie. Podziwiamy wieże Wenecką [foto], Teatr, niesamowite wrażenie robi na nas Baptysterium [foto]. Cały kompleks jest bardzo ciekawy i godny uwagi. Zdecydowanie polecam odwiedzić to miejsce. Dobre warunki pogodowe i ogromna chęć wyjścia w góry zaowocowały decyzją, że razem z Jarkiem ruszamy pieszo przez pobliskie wzgórza w kierunku Ksamili i dalej do jeziora Butrintit. Początkowo droga nie stanowi problemu, rozkoszujemy się wędrówką, dość szybko zdobywamy wysokość. Do czasu? Gęstwina ciernistych krzewów [foto] skutecznie nas spowalnia. Kolce wbijają się w ubranie, w skórę, dosłownie we wszystko, czego efektem są rozdarcia, wszystkiego? Nie mogąc przebić się przez tę zaporę szukamy innej drogi. Zdecydowanie bardziej stromym i kamienistym zboczem wspinamy się dalej. Przyroda [foto], mimo iż surowa, zachwyca? Po dotarciu na szczyt obieramy azymut na Ksamili. Próbując szukać dobrej drogi usłyszeliśmy wołanie. Niezrozumiałe dźwięki przebiły się przez gęstwinę dzikiej roślinności i dotarły do naszych uszu. Podążając za głosem, wyszliśmy na kawałek otwartej przestrzeni, gdzie czekał na nas albański pasterz [foto]. Po serdecznym przywitaniu i krótkiej rozmowie w ?języku świata? dowiadujemy się wielu cennych informacji na temat ubioru w tej części gór. Nasz nowy przyjaciel wskazał nam również ścieżkę pasterską, którą mieliśmy dojść do celu naszej wyprawy. Jest to wyjątkowe przeżycie, doświadczyć tyle serdeczności od dopiero co poznanego człowieka. Słyszeliśmy historie o tej legendarnej uprzejmości Albańczyków a teraz mogliśmy jej skosztować. Piękna sprawa. Od tego momentu droga stała się o wiele przyjemniejsza, ze spokojem możemy podziwiać otaczające nas krajobrazy. Po zejściu niżej wchodzimy w gaj oliwny [foto]. W cieniu drzew wędrówka jest prawdziwą przyjemnością. Będąc już prawie na płaskim terenie mamy kolejną niespodziankę. Ponownie spotykamy albańskiego pasterza. Starszego, wyglądającego poważnie i dumnie, jednak przesympatycznego. Na powitanie nas uściskał i z ogromnym uśmiechem na twarzy opowiadał w swoim ojczystym języku. Chętnie pozował do zdjęć [foto]. Na odchodne przytulił każdego z nas i wskazał dalszą drogę. Niesamowite chwile. Doświadczyliśmy czegoś takiego pierwszy raz w życiu. Dopiero teraz poczuliśmy, że jesteśmy w Albanii, tak naprawdę? Szczęśliwi, szybkim krokiem przeszliśmy przez Ksamili w kierunku jeziora Butrintit. Jego woda jest mieszaniną wody słodkiej i słonej. W jeziorze są instalacje służące do hodowli małż. Wkomponowane w szczyty górskie prezentuje się bardzo okazale [foto]. Zaspokojeni dużą ilością wrażeń wolnym krokiem, kamienistą drogą, wędrujemy w kierunku Sarandy. W połowie drogi dogania nas nasz transport i całą ekipa wracamy do hotelu. Kapitalny dzień!


27.09.2010

Trasa: Sarande ? Heremec ? Sarande

Wstaliśmy dziś bardzo wcześnie aby wejść na małą górkę za Sarandą i zobaczyć wschód słońca. W nocy nie było łatwo wydostać się z miasta. Poplątane uliczki ciągnęły się w nieskończoność. Gdy w końcu udało się wyjść, zaczęliśmy wspinaczkę kamienistym zboczem. Z wysokości Saranda [foto] mieniąca się setkami świateł wyglądała imponująco. Gdy byliśmy ok. 400 m nad miastem, rozstawiliśmy sprzęt i czekaliśmy. Spektakl był przedniej urody. Blask wschodzącego słońca [foto] rozpościerający się nad górami wprawiał w zachwyt. Zdecydowanie warto było to zobaczyć. Gdy zrobiło się już wystarczająco jasno zrobiliśmy rekonesans terenu i postanowiliśmy gdzie uderzamy. Najpierw jednak trzeba było wrócić i uzupełnić zapasy. W hotelu zjedliśmy szybkie śniadanie, chwilę odpoczęliśmy i w drogę. Dołączyła do nas Mariolka. Jak później zeznawała na przesłuchaniu, była to bardzo dobra decyzja z jej strony. Po przebiciu się przez hałaśliwe miasto znaleźliśmy ścieżkę pasterską, którą dotarliśmy na szczyty gór Heremec. Dzikie górskie zbocza nie ułatwiają wspinaczki [foto]. Pionowe kamienie wśród wysokiej trawy bywają zdradliwe. Pękają, przewracają się, są śliskie? Dlatego tak ważne było wypatrywanie ścieżek. Pogoda dopisała idealnie, krajobrazy były przepiękne [foto]. Szczyty górskie skąpane w chmurach na wschodzie, po przeciwnej stronie błękitne niebo. Jakże przyjemnie się wędrowało! 🙂 Mijane co chwila kamienne zagrody pasterskie, unikatowa roślinność i zapach ziół pozostaną w naszej pamięci na zawsze. Będąc już daleko od cywilizacji natrafiliśmy na obóz. Niżej znajdowała się zagroda dla zwierząt z wielkim kolorowym namiotem [foto]. Aktualnie pełnym psów, gotowych pogryźć każdego kto zbliży się za bardzo? Wyżej była część mieszkalna. Dwa mniejsze namioty [foto], płot i jeszcze bardziej wściekłe psy. Nie było nam do śmiechy gdy znaleźliśmy się pomiędzy sforami, w potrzasku. Trzeba było nadłożyć sporo drogi aby obejść ten teren. W końcu wdrapaliśmy się ponownie na szczyt. Niestety nie mogliśmy już wypatrzeć żadnej ścieżki. Na szczęście w oddali zieleniła się dolina, na której miałem nadzieje znaleźć drogę w kierunku Sarandy. Udało się 🙂 Wędrując już spokojnie i podziwiając otaczający nas świat trafiliśmy na duże stado owiec, wraz z strzegącym ich pasterzem [foto]. Miłe przywitanie, krótka rozmowa, w której otrzymaliśmy wskazówki co do ubioru w góry i wymiana podarunków. Z naszej strony upominek z Polski, a od albańskiego pasterza wskazanie drogi wraz z dotrzymaniem towarzystwa do jej początku. Długo jeszcze stał na szczycie sprawdzając czy odbijemy we właściwą ścieżkę. Kolejne niepowtarzalne doświadczenie. Piękne przeżycie. Wiedząc, że schodzimy właściwą drogą, choć zmęczeni, bardzo cieszyliśmy się z całego dnia. Wspaniała wyprawa. I jedno jest pewne. Uwielbiam ścieżki albańskich pasterzy! 🙂


28.09.2010

Trasa: Sarande ? Ioannina ? Korce

Opuszczając Sarande chmury były nisko zawieszone na niebie. Jadąc serpentynową drogą przez góry niemalże można było ich dotknąć. Znowu padał deszcz. Mieliśmy wiele szczęścia, że wcześniej pogoda dopisała i było można wędrować. Teraz zbocza wyglądały złowrogo i jeszcze bardziej niedostępnie. Udajemy się z krótką wizytą do Janiny w Grecji. Odprawa na granicy do najprzyjemniejszych nie należała. Brak organizacji, wszystko trwa długo? No i za kilkugodzinny pobyt trzeba było zapłacić 45?. Na szczęście są też pozytywy. Przestało padać a i widoki za oknem zrobiły się całkiem przyjemne. Po dotarciu na miejsce i krótkim zwiedzaniu starych ruin udaliśmy się na poszukiwanie jadła. Zaspokoiwszy apetyt i pragnienie mogliśmy spokojnie pokręcić się po uliczkach miasta. Czas szybko mijał i trzeba było ruszać dalej. Celem na dziś jest dotarcie do Korczy. Z położonego na zboczu górskim hotelu mieliśmy wspaniały widok na panoramę miasta [foto].


29.09.2010

Trasa: Korce ? Voskopoje ? Korce

Albańska ?jajecznica? jest zbyt tłusta i zbyt ciężka. Czułem ją jeszcze długo po przyjeździe do Voskopoje. Miejscowość ta jest położona na wysokości ok. 1160 m n.p.m. i otoczona górami. Znajdują się w niej zabytkowe kościoły [foto], z których dwa odwiedziliśmy. Obecnie jest to mała wioska i pewnie dlatego mieliśmy niewątpliwą przyjemność spotkać albańską babinkę niosąca kosz ściętych jagód [foto]. Unikatowy widok. Po powrocie do Korczy na długie godziny zagubiliśmy się w klimatycznych uliczkach starszej części miasta.


30.09.2010

Trasa: Korce ? Ohrid ? Struga

Nadszedł czas aby zostawić Albanię i udać się w drogę powrotną. Jej granice opuszczamy w urokliwym miejscu nad jeziorem Ochrydzkim. Przejście graniczne z Macedonią będziemy wspominać jako najciekawsze. Ogromne jezioro na tle gór prezentuje się rewelacyjnie [foto]. Spacer jego brzegami [foto] i podziwianie krajobrazów [foto] dostarczyło nam wielu pozytywnych wrażeń. Jadąc dalej trasą prowadzącą dookoła jeziora docieramy do Ohrydu. Miasto posiada klimatyczne uliczki, wiele zabytków, z których największe wrażenie wywarły na nas Amfiteatr [foto] oraz twierdza Samuela. Z jej murów mogliśmy zachwycać się panorama miasta [foto] oraz przepięknym widokiem samego jeziora i okolicznych gór. Dużym zaskoczeniem dla nas była spora ilość ?Maluchów? na drogach [foto]. Na wąskie uliczki ? idealne. Pogoda dopisała idealnie i zdecydowanie poprawiły się nasze nastroje. Z mocnym postanowieniem odwiedzenia Ohrydu ponownie jedziemy do Strugi, gdzie czeka na nas zarezerwowany nocleg.


01.10.2010

Trasa: Struga ? Tetovo ? Skopje ? Szeged

Mamy dziś do pokonania spory kawałek drogi. Przemierzając Macedonię poprzez malownicze krajobrazy coraz bardziej pragniemy wrócić tu na dłużej. W miejscowości Tetovo odwiedzamy zabytkowy meczet [foto]. Pięknie zdobiony [foto] z niesamowitym klimatem [foto] zrobił na nas duże wrażenie. Ostatnim przystankiem jest stolica kraju Skopje. Nad miastem górują ruiny starej twierdzy [foto]. Mury są sukcesywnie odnawiane, prowadzone są tez prace wykopaliskowe [foto]. Całość wygląda naprawdę imponująco [foto]. Pozostała część dnia minęła w drodze do Szegedu, gdzie spędziliśmy ostatnią noc wyprawy.


02.10.2010

Trasa: Szeged ? Poznań

Jedziemy, jedziemy i jedziemy? Aż w końcu, w środku nocy docieramy do Poznania. Zmęczeni, ale zdecydowanie zadowoleni z tego co zobaczyliśmy i co udało się nam przeżyć.

Krzysiek


October 13, 2010 · Opublikowany w Podróże po świecie 

6 komentarzy to “Wyprawa na Bałkany”

  1. jarek on October 19th, 2010 22:37:07

    Czytając tą zwięzłą ale treściwą relację przypomniałem sobie i ułożyłem w głowie wiele rzeczy i miejsc które widziałem.
    Na mnie duże wrażenie wywarł Berat ze swoimi starymi budynkami i uliczkami oraz Butrinti – starożytny kompleks ruin wtopiony w przyrodę – szczególnie ten klimatyczny lasek oraz jezioro…. to trzeba zobaczyć!
    A największe wrażenie to oczywiście spotkanie z przyrodą wprost, w górach – bujna, niespotykana u nas przyroda, wystające skały oraz wszechobecny zapach ziół….

    Jarek

  2. Krzysiek on October 20th, 2010 05:50:49

    „wystające skały” – i reanimacja butów po powrocie. ledwo przeżyły 🙂

  3. idzior on November 1st, 2010 11:58:12

    No fotki to wyszły Wam naprawdę super. Pozdro

  4. Krzysiek on November 3rd, 2010 07:56:50

    Fajnie, że się podobają. pozdr! 😀

  5. polcia on November 17th, 2010 22:22:44

    Rewelacja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  6. Krzysiek on November 18th, 2010 06:26:11

    Fajnie Polcia, że Ci się podoba 🙂
    Było świetnie!
    No i w przyszłym roku chcemy zorganizować wyprawę do Macedonii 😀

Odpowiedz

Musisz być zalogowany aby pozostawić komentarz.

Loading Facebook Comments ...