MORA Bushcraft Survival : Frihet :: góry polskie i na świecie, wyprawy w góry, opinie o sprzęcie górskim, zdjęcia z gór, podróże po świecie, życie z pasją

 

MORA Bushcraft Survival

MORA Bushcraft Survival

MORA Bushcraft Survival

O nożach MORA napisano już wiele dobrego. Atrakcyjna cena, zminimalizowany wygląd, wygoda w pracy, a przede wszystkim niezła stal, to pozycje, dzięki którym MORA wysunęła się na czoło najczęściej chyba używanych noży. Stosunek ceny do jakości pozwala na używanie jej jako prawdziwe narzędzie, a nie trzymanie na półce jako element kolekcji.
Produkowana jest w wielu wersjach, zarówno w stali nierdzewnej, jak i węglowej, które to doskonale się sprawdzają w tym nożu. Istnieją jeszcze różne wersje kolorystyczne noża, a także różne rodzaje pochew, także każdy, kto chce posiadać nóż do pracy, ma w czym wybrać z szerokiej oferty firmy MORAKNIV.

Od pewnego czasu firma proponuje nam nową serię Bushcraft, w której znajdziemy takie modele jak:

Bushcraft Survival

a_1

Bushcraft Camo Desert

a_2

Bushcraft Camo Forest

a_3

Bushcraft Forest

a_4

Bushcraft Signal

a_5

Bushcraft Force

a_6

Bushcraft Triflex

a_7

Powyższe zdjęcia pochodzą ze strony www.moraofsweden.se

Dzięki uprzejmości firmy MHUNT.PL, przyjrzymy się bliżej jednemu z tych modeli, a mianowicie wersji MORA Bushcraft Survival.

Już sama pełna nazwa wzbudziła na mej twarzy szeroki uśmiech, wszak słowa BUSHCRAFT i SURVIVAL, wielokrotnie już powodowały szerokie kłótnie między wyznawcami prymitywnego sposoby spędzania czasu, a specjalistami sprzed ekranów monitorów. Polowania na płaszczki, budowanie szałasów, patroszenie lisów, dzidy, włócznie, łuki i inne pierdoły spod znaku szeroko pojętego przetrwania w trudnych warunkach pozostawmy jednak za sobą, a spójrzmy na sam nóż jako taki.

Cały zestaw otrzymujemy w blistrze. Blister na szczęście należy do tych, który można otworzyć rękami, a nie do tych, które ciąć trzeba nożyczkami czy nożami, bojąc się o zawartość opakowania.

mora_01

Rzeczą, która rzuca się w oczy, jest napis MADE IN SWEDEN. W dzisiejszych czasach, gdy większość produktów wykonywana jest w Chinach, taki napis cieszy chociażby tym, iż produktu nie wykonano w fabryce przy wykorzystaniu niewolniczej pracy rąk. Na tekturowej wkładce w blistrze znajdziemy również nadrukowaną szwedzką flagę, a także kilka ciekawych informacji, takich jak graficzne przedstawienie używania krzesiwa, czy też sposobu zmiany mocowania na pas.

Po wyjęciu zawartości opakowania, przed nami leży nóż, pochwa, a także dodatkowe mocowanie pochwy do paska, o którym powiem później.

mora_02 mora_03 mora_04

Wymiary samego noża to:

Długość całkowita – 233 mm
Długość głowni – 107 mm
Grubość głowni – 2,3 mm
Szerokość głowni – 25 mm
Waga z dłuższym uchwytem na pasek – 200 gram

mora_05 mora_06 mora_07

Wymiary ostrzałki:

Długość – 50 mm
Szerokość – 19 mm

mora_09 mora_08

Wymiary krzesiwa:

Długość całkowita (z uchwytem) – 99 mm
Długość części roboczej – 65 mm
Średnica – 7,9 mm

mora_10

Obejrzyjmy najpierw nóż, wszak on jest najważniejszą częścią zestawu.

Głownia nie jest może zbyt długa i na pewno nie sprawdzi się w lesie jako pogromca krzaków, niszczyciel Bogu ducha winnych gałęzi, czy też narzędzie do wydłużania naszego penisa w towarzystwie kumpli targających na pasie noże o długości głowni 300 mm. To po prostu zwykła głownia do pracy, a właściwie prac, jakie możemy przed nią postawić. Przy grubości głowni 2,3 milimetra i wysokości szlifu 6 mm, nóż ten staje się bardzo uniwersalnym narzędziem, które sprawdzi się przy wielu czynnościach. Ale o tym później, najpierw kontynuujmy oględziny.
Wykonanie głowni pozostawia trochę do życzenia. Tak jak na prostej części mamy tylko minimalne zejście z linii i to na jednej stronie, tak im bliżej czubka głowni, tym różnica szlifów robi się coraz większa. Tak jak jestem w stanie zaakceptować takie błędy w chińskich maczetach, tak w takim małym nożu razi mnie to strasznie, choć zdaje sobie sprawę, iż to tylko estetyka, niemająca wpływu na działanie głowni.

mora_11

Na zdjęciu zaznaczyłem czarną linię, która pokazuje miejsce, gdzie ucieka szlif.

mora_12

Na głowni mamy wypalone laserem logo i nazwę firmy, kolejną informację, iż to produkt szwedzki, a także wzmiankę o fakcie, iż głownia wykonana jest ze stali nierdzewnej. Firma MORAKNIV do produkcji głowni ze stali nierdzewnej używa stali Sandvik 12C27, o której w Knife’o’pedii przeczytać możemy: „Szwedzka stal nierdzewna o zawartości węgla na poziomie 440A, ale zawierająca bardzo mało zanieczyszczeń. Łatwo się ostrzy. Niezła stal na noże. Używana przez większość skandynawskich producentów noży, np. EKA, Helle, Frosts.”. Słowem – doskonale nadająca się na recenzowany nóż.

Bardzo podoba mi się fakt, iż linia szlifu pociągnięta jest do samego czoła rękojeści. Dzięki temu mamy maksymalnie długą linię ostrza, a brak notcha nie jest problemem, gdyż noże z głownią typu scandi ostrzy się bardzo prosto i przyjemnie.
Grzbiet głowni prosty, bez żadnych nacięć, ozdób i temu podobnych efektów. Nie ma nawet popularnego w nożach z USA fałszywego ostrza, które dodawane na siłę nadaje głowni charakter militarny, a także ma dać właścicielowi poczucie, iż będzie posiadał lepsze właściwości penetrujące. Jest to oczywiście sprawa sporna, ale mi osobiście podoba się brak fałszywki, gdyż dzięki temu nóż wygląda jak prosty nóż. A taki właśnie ma być w założeniu. Zresztą czy fałszywka na głowni o grubości 2,3 mm podniosłaby właściwości penetrujące?

Rękojeść jak to Mora – prosta, bez udziwnień i kombinowania, ale za to bardzo wygodna i funkcjonalna.

mora_13

Rękojeść wykonana z gumowatego materiału. Nie poddaje się on pod naciskiem palców, gdyż jest twardy i odporny na uszkodzenia. Nie ma obawy, iż po upadku noża na twarde podłoże (beton, kafle, itd.) nasza rękojeść pęknie, bądź się wykruszy. Zielone wstawki to inny rodzaj tworzywa, sprawiający wrażenie sprężystego, a dzięki temu odpornego na pęknięcia.
Na rękojeści producent umieścił w trzech miejscach karbowane wstawki, dzięki którym doskonale blokuje się ona w dłoni podczas pracy. Karby nie są zbyt duże i nie są agresywne, ale doskonale spełniają swoje zadanie. W sumie nie są one zbyt potrzebne, gdyż rękojeść w dłoni siedzi pewnie. Faktura tworzywa na rękojeści jest lekko chropowata i układając na niej palce odnosi się wrażenie, iż palce kleją się do materiału. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby rękojeść wyślizgnęła się z dłoni, nawet, gdy dłoń jest mokra czy śliska.

mora_14 mora_16 mora_15

Wygoda rękojeści jest bajeczna. W mojej dłoni leży doskonale, dobrze ją wypełniając a zarazem dając miejsce dla palców. W każdym uchwycie dłoń pewnie leży na rękojeści i nie ma strachu, iż podczas używania noża ręka straci z nią kontakt.

mora_17 mora_18 mora_20 mora_19 mora_21

Czego zabrakło na rękojeści, to metalowego elementu na jej końcu, pozwalając tym samym na wykorzystanie w zastępstwie młotka. Chociaż z drugiej strony, ile razy w lesie będziemy wbijać gwoździe? Ale orzecha to można by taką metalową dupką jednak rozłupać…

I przyszła pora na opisanie ciekawej części zestawu, a mianowicie pochwy.
Technicznie jest to nic innego, jak zwykła pochwa znana z innych modeli noży MORA. Jednak tutaj, aby całości nadać bushcraftowy charakter, do pochwy dołożono dwa elementy, a mianowicie diamentową osełkę i krzesiwo.

mora_22

Sam pomysł doposażenia zwykłej pochwy jest ciekawy, a rozwiązany został w prosty, acz skuteczny sposób. Otóż na zwykłej pochwie, umieszczono wyprofilowany kawał plastiku, który za pomocą dwóch małych płetw zakotwiczony został na pochwie. Sposób mocowania i profilowani nakładki pozwoliło stworzyć element, który właściwie staje się integralną częścią pochwy, bez możliwości przypadkowego zgubienia, uszkodzenia. Próba zdjęcia nakładki z pochwy przy pomocy rąk spełzła na niczym, więc sobie odpuściłem, bo i tak nie wniosłoby to wiele do recenzji. Spójrzmy chociaż na wspomniane płetwy wewnątrz pochwy.

mora_23

(płetwy w pochwie… i do tego fotografowane od strony drugiej dziurki… tej mniejszej… normalnie pornografia)

Na końcu pochwy umieszczono otwór, dzięki czemu z pochwy łatwiej odparuje woda, tudzież po prostu spłynie ciecz, jaka znajdowała się na głowni w czasie chowania jej do pochwy.

mora_24

Osełka z posypką diamentową bez problemu pozwala przywrócić ostrość głowni w warunkach polowych. Nie jest to oczywiście komfortowe ostrzenie z uwagi na małe rozmiary osełki, ale zakładając, iż to może być jedyna nasza osełka, a jednocześnie i tak jest z nami dzięki mocowaniu na pochwie, sprawdzi się zatem doskonale. Powierzchnia osełki nie jest zbyt agresywna, także bardziej posłuży do podostrzenia, niż ratowania głowni po mocnym uszkodzeniu. W sumie nie jest to zły pomysł, gdyż wstępne ostrzenie uszkodzonej głowni możemy przeprowadzić na znalezionym kamieniu, a doprowadzić do stanu przyzwoitej ostrości właśnie naszą osełką.
Osełka podczas używania nie wykazywała chęci do opuszczenia swojego miejsca. Zapewne do jej montażu użyto kleju, chociaż ciężko tutaj określić jej odporność na przypadkowe odklejenie i zgubienie. W sumie można było trochę inaczej rozwiązać mocowanie, umieszczając na pochwie kieszonkę, w której mieściłaby się osełka.

mora_25

Krzesiwo mocowane do pochwy jest za pomocą naprzemiennych 10 łapek, które unieruchamiają je bardzo konkretnie i zgubienie krzesiwa praktycznie graniczy z cudem. Łapki trzymają bardzo mocno, a dodatkowo rączka krzesiwa blokowana jest wystającym kawałkiem plastiku. Proste i skuteczne rozwiązanie.

mora_26

Krzesiwo pokryte zostało powłoką ochronną, którą należy zetrzeć przed użyciem. Wystarczy kilka zdecydowanych ruchów by powłoka zeszła, a krzesiwo nadawało się do użycia. Według informacji zawartych na stronie MORAKNIV, iskry z krzesiwa mają temperaturę około 3000 stopni Celsjusza, co pozwala rozpalić ognisko przy każdych warunkach pogodowych (jak znajdziemy suche paliwo rzecz jasna). Producent zaznacza również, iż krzesiwo starczyć powinno na 7000 użyć!!

Biorąc pod uwagę jedno ognisko dziennie, rozpalone dwoma próbami użycia krzesiwa to możemy siedzieć w lesie około 10 lat!!  😀

Dla wygody, krzesiwo osadzone zostało w profilowanym kawałku tworzywa, które raz, że pozwala na pewne jego trzymanie, a dwa, posiada otwór na linkę, dzięki czemu krzesiwo możemy zawiesić na szyi, mocować do czegokolwiek, chociaż mi się bardziej podoba, gdy jest zamocowane na pochwie.

mora_27 mora_28

Wracając do pochwy. Umieszczono na niej również karbowanie, które ułatwia wyjęcie z niej noża.

mora_29

Pochwa sprawuje się znakomicie. Nóż wchodzi do niej swobodnie, aż do momentu, gdy profil pochwy zablokuje nóż. Właściwie nie ma możliwości, żeby nóż sam wypadł z pochwy. Próbowałem wytrząsnąć nóż z pochwy trzymając za nią, ale mi się to nie udało.

W komplecie otrzymujemy dwa mocowania do paska. Prosty sposób zmiany mocowania pozwala nam wybrać i błyskawicznie dostosować pochwę do naszych oczekiwań.

mora_30

Powyższe zdjęcia pochodzą ze strony www.moraofsweden.se

mora_31 mora_33 mora_32

Mocowania pozwalają na dwa zawieszenia pochwy na pasie, pozwalając wybrać, czy będzie umieszczona wyżej, bądź niżej. Poza tym, jedno z mocowań pozwala na montaż pochwy na guziku. Może nie jest to popularny sposób noszenia noża, ale czasami wygodnie jest przyczepić go do guzika na piersi naszej kurtki, czy też z boku spodni, korzystając z guzika od bocznej kieszeni.

I tak doszliśmy do końca opisu całego kompletu. Pora na poużywanie i wyciągnięcie wniosków. Z powodu braku trzeciej ręki zdjęć z pracy nie będzie. :(

Stwierdziłem, iż nie będę szalał z nożem w kuchni, bo wiadomo jest, iż poradzi tam sobie znakomicie, jak inne produkty z firmy MORAKNIV. Oczywiste, że pokroi pomidora, ogórka i rozsmaruje pasztet. Wiadomo, że potnie kurczaka, rybę i inne zdechłe stworzenia. Otworzymy nożem paczkę żelków, a nawet paczkę z czipsami!! I to nie bojąc się, iż sól z czipsów zeżre nam stal, bo stal jest nierdzewna!!
Wiadomo również, iż głownia o grubości 2,5 mm nie nada się do otwierania czołgów, wyważania drzwi w windzie, a nawet do tak prostego zadania jak podważanie dekli od kanalizacji.
Dlatego nóż na pas i na spacer do parku, a potem do lasu. Jak mówi Mistrz Yoda – Wszak bushcraft dziać się w lesie ma!
Płaszczków żadnych zabijać nożem nie zamierzam, ale zacząłem od strugania kijaszka dość sporego. Najpierw okorowanie z lekko mokrej kory, a potem zastruganie tak, by kijaszek ostrym stał się. Głownia pięknie wgryza się w drewno i zdjęcie kory szło wspaniale. Struganie morą to również miła i dość lekka praca, gdyż za każdym ruchem ręki na ziemię lecą całkiem konkretne strużyny drewna. Strugałem badylek może z pół godziny, zanim stwierdziłem, że już mi starczy. Dłoń trzymająca nóż zmęczyła się (a jakże), bo nienawykła do prac fizycznych. Ale na dłoni śladu od rękojeści. Żadnych zaczerwień, oznak ryzyka pęcherza, czy też obtarć. Ta gumowata rękojeść doskonale się układa w mojej łapce i pracuje mi się bardzo elegancko.
Zmęczony struganiem badylka, siadłem na czterech literach i wziąłem się ochoczo za dłubanie czubkiem głowni w kawałku kory, celem uzyskania czegoś na kształt stateczku. Trzymałem nóż jak najbliżej czubka, żeby było wygodniej i bezpieczniej dłubać. Fajnie, bo mój najmniejszy palec znalazł podparcie na początku rękojeści, dając pewniejsze podparcie. Po jakiejś tam dłuższej chwili znudziło mi się rzeźbienie w drewnie, ale na ziemi zostawiłem kawał kory z kształtem przypominającym łódkę. Czyli da się ładnie w drewnie popracować.
Nazłaziłem się trochę, żeby znaleźć większe kawałki drewna, które nadawały by się do batonowania. Nie chciałem wycinać rosnących drzewek, bo i po co. Wreszcie trafiłem na jakieś wiatrowały, z których pozyskałem sobie wygodną breszkę do pobijania! No i jazda batonować!
Cóż, mistrzem rąbania drewna przy pomocy batonowania mora nie jest, ze względu na dość małą jednak głownię. Gdy głownia zagłębia się w drewnie, to wystaje często jej niewielki fragment, w którego uderzając breszką nie zrobimy cudów. Ale ogólnie można przy tej technice pozyskać drewno na opał z większych klocków.
Do rąbania mora za bardzo się nie nada. Jest to jednak lekki nóż, więc siła uderzenia imponująca nie jest. Jasne, można z pasją fanatyka i prędkością nietoperza w pralni walić głownią w drzewo, aż się uda nam je pozyskać. Ale chyba nie o to chodzi.
Wiatrował jaki znalazłem pozwolił mi również na ściąganie kory (tym razem o grubości koło 1 cm). Czubek głowni dzielnie wsuwał się pod korą, a wyginając się lekko odrywał płaty kory. Wygięcie było minimalne i na nożu ta praca nie zostawiła śladu.
Kolejną pracą było pozyskiwanie drobnych gałązek na próbę krzesiwa. Oczywiście mogłem je łamać ręką, ale radocha pobawienia się nożem jest większa. Także po krótkiej chwili miałem nazbierany malutki stosik suchych gałązek. Nie chciało mi się grzebać w moim pępku w poszukiwaniu magicznych kłaczków, więc z plecaka wyjąłem chusteczkę higieniczną. Podarłem ją na strzępki, na niej ułożyłem gałązki i jazda. Najpierw kilkoma ruchami zdarłem ochronną warstwę z krzesiwa, aż wreszcie poleciały iskry. Kilka prób, by iskry wycelować tam gdzie powinny polecieć i chusteczka zaczęła się tlić. Trochę dmuchania i jest!! Pojawił się mały ogieniek, który za chwilę zacząć żywić się gałązkami. Także próbę uważam za udaną. Zadeptałem moje mini ognisko, zasypałem ziemią, żeby się czasem nic nie zajęło.
Potem pociąłem plastikową butelkę od napoju, bo go wypiłem, a chciałem zobaczyć jak morka się sprawi. W sumie nie było zdziwienia, bo poszło błyskawicznie. Zwinąłem majdan i wróciłem do domu.

W domu siadłem sobie przy stole i zacząłem ciąć różne materiały. Linka, kawałek gumy, wąż ogrodowy, tektura, pcv, szmaty i inne dziwne przedmioty, które pozwoliły mi stwierdzić, iż nóż właściwie nie ma problemu z cięciem czegokolwiek, chociaż potrafi się klinować czasami, co nie było dla mnie zaskoczeniem.

Nadeszła pora na naostrzenie, gdyż po tych wszystkich pracach krawędź tnąca zdecydowanie nie była już ostra tak jak powinna. Papier cięła z oporem, właściwie go drąc. Nie wykonywałem prac, które mogłyby uszkodzić krawędź tnącą, także nie było na niej wyszczerbień.
Dlatego sobie siadłem i zacząłem powoli ostrzyć głownię przy pomocy osełki, która znajduje się na pochwie. Wyraźnie czuć, jak osełka zbiera stal i z wyczuciem trzeba jej używać, żeby nie spaprać ostrzenia. Ale po jakimś czasie, ku własnemu zadowoleniu, głownia dała się doprowadzić do stanu swobodnego cięcia papieru. Posmyrałem jeszcze trochę po kawałku skóry z pastą polerską i można powiedzieć, iż proces ostrzenia zakończył się sukcesem. Właściwie starczyło ostrzenie na osełce z zestawu, ale posmyranie po skórce poprawiło mi wrażenie.

I przyszła pora na podsumowanie.

Nie będę ukrywał, iż do noży z firmy MORAKNIV kiedyś podchodziłem bardzo krytycznie. Plastikowe rękojeści, plastikowe pochwy, niszowa właściwie stal, małe grubości głowni i niska cena. To pozwoliło mi swego czasu wydać niesprawiedliwy osąd, iż nie są to noże, którymi bym się zainteresował, a tym bardziej chciał mieć. Udawało mi się skrzętnie uciekać od posiadania jakiejś mory, aż do Gwiazdki 2010, gdy otrzymałem od Lubka w prezencie morę z głownią carbon steel. Pokryta plamami nie do usunięcia, przez co może i mało efektowna, okazała się niesamowicie praktycznym nożem podczas tegorocznego wypadu pod namiot, gdzie robiła właściwie wszystko to, co można robić nożem będąc na takim wypoczynku. Począwszy od przygotowywania jedzenia, przez sprawowanie drewna na ognisko, aż po czyszczenie paznokci. Właściwie nie było potrzeby używania innego noża, także folder z kieszeni również miał wakacje. Łaskawiej spojrzałem na noże MORAKNIV, dostrzegając w nich narzędzia robocze i … Nic więcej. Nadal nie przekonywała mnie stylistyka i plastik. Chociaż zacząłem się zastanawiać nad sensem tych elementów i zacząłem rozumieć, iż te noże mają być tylko nożami do pracy, a nie jeszcze ładnie wyglądać, czego ja oczekuję od noży. Miło jest posiadać kawał dobrej stali oprawiony w piękne drewno, a nawet unikatową micartę, mieć poczucie pracowania narzędziem pięknym i niepowtarzalnym, a zarazem posiadającym magiczny zapas mocy w postaci głowni o grubości 4 mm. Mora obala idee śliczności i unikatowości, ale miażdży swoją użytkowością.
Gdy MHUNT zaproponował mi zrecenzowanie MORA BushCraft Survival, pierwszą moją myślą było, iż będę opisywał nóż trywialny, nudny i po prostu bezjajeczny. Ale od momentu, gdy wyjąłem nóż z blistra, z każdą chwilą coraz bardziej mi się podobał. Rozwiązania, jakie mamy w postaci osełki i krzesiwa już dają sporo radości, iż zawsze są pod ręką, bez potrzeby noszenia ich w plecaku, kieszeni. Gumowata rękojeść w mojej dłoni leży doskonale, a co za tym idzie, praca nią to czysta przyjemność. Możliwość zawieszenia pochwy na dwóch zamocowaniach również cieszy, chociaż ja wolę mocowanie na dłuższym elemencie. Łatwość w utrzymaniu czystości, a także budowa niewymagająca konserwacji, to doskonała alternatywa dla kogoś, kogo nie bawi smyranie nożem po szmatkach, gąbkach i namaszczanie go olejkami. Oczywiście cały czas nóż ten to narzędzie, które nie będzie wybijać się w żaden sposób z kolekcji, ale które za to pozwoli nam na pracę, jakiej nie daje wiele innych noży.
Jedyną rzeczą, jaka mogłaby się jeszcze pojawić w tym nożu, to otwór na linkę. Tak, lubię, gdy fixed ma otwór na linkę i jest to moje zboczenie.

Atrakcyjność robocza MORA BushCraft Survival jest dostrzegalna i byłaby całkowicie niepodważalna, gdyby nie wysoka jednak cena. W chwili obecnej na stronie sklepu MHUNT.PL nóż ten zakupić można w cenie 210 zł.

http://www.mhunt.pl/noz-mora-bushcraft-survival-orange-krzesiwo-ostrzalka

Gdy spojrzymy na ten zakup z punktu zwykłego człowieka, nie kolekcjonera ostrości, tylko kogoś, kto kupi jeden nóż na może 10 lat, wówczas cena wydaje się całkiem normalna. Kupujący otrzyma niezłe narzędzie, które sprawdzi się i na rybach, na polowaniu, na wyjazdach, spacerach leśnych, a także wszędzie tam, gdzie potrzebny jest nóż jako narzędzie. Bez magicznej otoczki. To trochę tak, jak właśnie z kupowaniem narzędzi do domu. Kupujemy wiertarkę za 29,90 zł i okazuje się, iż jednak nie jest to coś, co do końca spełnia nasze oczekiwania. Kupujemy droższy model, za 79,99 zł i po jakimś czasie również nie jesteśmy z niego zadowoleni. Wreszcie dokonujemy zakupu porządnej wiertarki w cenie około 300 zł i odkrywamy, jakie fajne to jest narzędzie. Mając gwarancję i serwis, czujemy komfort, iż nasze „drogie” narzędzie będzie działało, co najmniej kilka lat.
Także rozważania, czy warto wydać te pieniądze na MORA BushCraft Survival pozostawiam Wam.

mora_34 mora_35

Podziękowania serdeczne dla MHUNT, za możliwość zrecenzowania noża.

Jumbo

January 24, 2014 · Opublikowany w Toole i noże 

Odpowiedz

Musisz być zalogowany aby pozostawić komentarz.

Loading Facebook Comments ...