Wyprawa w Karkonosze Wsch.

Karkonosze

Karkonosze

Krótka, ale intensywna wyprawa w Karkonosze. Jeden dzień w górach ale za to jaki! Ponad 33km w nogach, a przecież mamy zimę! Jak widać nic nas nie powstrzyma przed realizacją celu, no prawie nic… ale o tym później 😉


 07.02.2014

Trasa: Poznań – Karpacz
Dystans: 260 km

 
Startujemy dość późno, bo około 16, dzielimy się na dwie załogi:
Seat:
Mariolka – kierowca z zadaniem ?nie zgubić ogona?,
Krzysiek – pilot, DJ, a w przerwach dyrygent od spraw postojowych ( jak pęcherz przyciśnie 😉 )
Paweł – mechanik,
Madzia:
Tomek – kierowca z zadaniem ?siedzieć na ogonie?,
Polcia – łącznikowy z Seatem,
Ron Perlman [foto] – jako Jarek.
W pierwszym aucie jest nieustająca impreza w rytmie disco polo! Nasz łącznikowy dostaje co chwila telefoniczne przekazy z dobrym bitem 😉 W naszym aucie zdecydowanie poważniej, za sprawą Ron-a, który chwali się tym, że zdał na prawo jazdy i zamiarze kupić auto. Cały czas chodzi mu po głowie SUV, czyli Honda Jazz 😮 Ostatecznie, po dłuższej wymianie zdań, dochodzimy do wniosku, że najlepszym autem dla Ron-a będzie ciągnik? Przemawiają za tym:
– bezpieczeństwo (niskie prędkości maksymalne),
– wielozadaniowość (poza dojazdami do pracy można zaorać pole),
– parkowanie (nie przerysujemy nikomu obok auta bo chronią nas wielkie gumowe koła ;),
lans.
Cały czas trzymamy się na ogonie Seata. W pewnym momencie dostajemy informację od pilota o konieczności zatrzymania się na najbliższym parkingu. Chwilę później pojawia się znak ?parking 500m?, i jakieś 50m za nią Mariolka, myśląc już o niebieskich migdałach, tfu? górach skręca w las. W sumie lepszy byle jaki las niż szczere pole 😉 Wyprostowawszy nogi ruszamy dalej, prosto do celu, z samochodu podziwiamy jeszcze widoki na Jelenią Górę które nocą nabrały dodatkowego koloru.
Około 21:30 dotarliśmy do celu, przywitała nas sympatyczna Pani Janina. Na początku zapytała czy to nasz pierwszy raz w Karpaczu, i chyba… nie usłyszała naszej odpowiedzi 😉 Bo rozpoczęła instruowanie, co gdzie jest, jakie szlaki są zamknięte, gdzie jest biedronka itd? Fajnie ale my to wiedzieliśmy 😉 Po wysłuchaniu małego wykładu dostaliśmy klucze do pokoi, w których czas się zatrzymał… lekko zawiało PRL-em :), Ale co tam czysto było nie ma co narzekać 😛
Wiedząc, że mamy mało czasu polecieliśmy szybko po wszystkie bagaże, przygotowaliśmy się na sobotni wypad. Następnie padła decyzja, że strzelimy sobie po piwku na lepszy sen, bo przecież czy będziemy spać 4h czy 3h? i tak będziemy niewyspani. Zabrałem się za kega, polałem wszystkim po szklaneczce piwa? wróć? piany [foto]? bo tylko coś takiego się wydobywało z kega :/ Zdecydowaliśmy, że trzeba iść spać bo nic z tego nie będzie. Ron dodał: ?Oby jutro nie było takiej piany na szczycie?, wszyscy zmierzyli go przeszywającym wzrokiem. Już wiedział, że jak coś pójdzie nie tak to będzie na niego 😉
Poszliśmy spać, mieliśmy na to niecałe 4 godziny.


 08.02.2014

Trasa: Karpacz ? d. tor saneczkowy ? Strzecha Akademicka ? Śnieżka ? Śląski Dom ? Luční bouda ? Słonecznik ? Przełęcz pod Śnieżką – Śląska Droga – Karpacz
Dystans: 33 km
Zobacz: Zobacz trasę
Pobierz: Pobierz trasę
Wykresy: Przewyższenia

 
Przyznam, że energia mnie tak rozpierała, że nie mogłem zasnąć, zmrużyłem oko może na 5-10 minut tuż przed budzikiem? No i wstałem, była trzecia, trzecia rano. Dzień jeszcze nie myślał o tym by budzić się, i o to nam chodziło. Przecież chcieliśmy go zaskoczyć na szczycie Śnieżki 🙂
Równo 3:30 wszyscy byliśmy gotowi do wymarszu, z uśmiechami na twarzy ruszyliśmy w górę ulicami Karpacza. Lekko zaspani przegapiliśmy szlak czarny, co jak się później okazało było dla nas zbawienne. Powoli, bez większych problemów pieliśmy się w górę, od czasu do czasu robiąc małe przerwy. Wśród licznych rozmów doszliśmy do wniosku, że Ron ma najlepsze, techniczne spodnie jeansowe [foto] z fenomenalną membraną. Wzmacnia się ona z biegiem czasu, wymaga tylko jednego? nie prania, a przecież dla Rona to normalka. Przy ponad rocznej membranie Ron nie czuł wiatru w ogóle.
Tak gaworząc minęliśmy Strzechę Akademicką i dotarliśmy do Domu Śląskiego. Tutaj Krzysiek stwierdził, że musi założyć kalesony!! Nie wiem jak on to zrobił bo wiało jak na Syberii!! Ale zrobił to i nic mu nie odmroziło? podobno;) Pozostał najtrudniejszy, finałowy odcinek na samą Śnieżkę.
Na szlaku było widać pojedyncze czołówki rozświetlające ciemność. A im wyżej tym trudniej, mnóstwo lodu jak na zjeżdżalni, tylko że my tutaj przyszliśmy wchodzić nie zjeżdżać 😉 Dzięki kijkom udaje się wejść na szczyt, jest sporo przed świtem, niestety? nic nie widać (no prawie… lodowa śnieżka się przebija [foto]) ? zaklęta piana Rona? wykrakał.
Ekipa powoli się schodzi, wieje nieziemnsko, jakby chciało nas stamtąd przegnać jak najszybciej. Znaleźliśmy w miarę spokojne miejsce, napiliśmy się czegoś ciepłego z termosów w oczekiwaniu na Rona, który jeszcze podchodził. W trakcie oczekiwania minął nas turysta z ciekawym, pewnie „wygodnym”, plecakiem z kartonu [foto]. Po jakiś 15min pojawił się Ron, krocząc dumnie w swych rakach. Przyznał nam w sekrecie, że opóźnienie wynikło przez to iż musiał rozłupać kilka czaszek złych ?ludzi?. Nikt nie poddał tego pod wątpliwość widząc tak dumnego wojownika [foto].
Ze smutnymi minami musieliśmy wracać do schroniska by się ogrzać, a jak się okazało wejście było bułką z masłem przy zejściu [foto]. Przekonałem się o tym gdy usłyszałem wielki huk, ułamek sekundy po tym poczułem jak ziemia trzęsie się mi pod nogami… obejrzałem i zobaczyłem jak 95kg żywej masy leży na ziemi. To był Krzysiek który wywinął klasycznego orła na jednej ze ślizgawek przy zejściu na Śnieżkę. Długo nie trzeba było czekać na to, aż Mariolka wzorem dzielnego Krzyśka śliźnie się po ścieżce niczym bobsleistka 😉 Mimo trudów nie poddajemy się i robimy zdjęcia [foto] z uśmiechem na twarzy 😉 Z bólami ale dotarliśmy do Domu Śląskiego i jakie było nasze zdziwienie gdy okazało się że jest zamknięty? No ale w końcu ktoś się nad nami lituje i wpuszcza łaskawie, czekam grzecznie do otwarcia kantyny, bierzemy coś do jedzenia i herbatę. Okazuje się, że herbata jest tak słaba jakby ją zrobiono z jednej torebki dla całego batalionu 😉 Ale przynajmniej ciepła, bo na pewno nie gorąca 😉 Toalety pilnuje nieustraszony strażnik mający na stoliku wszystko co mu potrzeba, laptopa, domestos i śniadanie. Czuje się ważny, i w sumie taki jest, w końcu tylko on ma klucze do toalety 😉
Po zregenerowaniu sił obraliśmy za cel zagraniczny cel, sądząc że tam zjemy sobie godnie. Padło na pobliskie schronisko ?Lucni bouda?. Napis ?pivovar? dawał nadzieje, że napijemy się tam czegoś naprawdę dobrego. No i nie zawiedliśmy się, jedzenie [foto] było pyszne, do tego piwo [foto] produkowane w najwyżej położonym browarze w środkowej europie ciekawej nazwie Parohac przyćmiło nam nasze mózgi 😉 No i przez to jak się okazało porobili nas na rachunku [foto] przepłaciliśmy ponad 30% przez to, że wybraliśmy płatność w złotówkach. Ale i tak było warto, lokal godny polecenia tylko trzeba mieć korony albo euro 😉
Najedzeni i wypoczęci ruszyliśmy na w kierunku słoneczników. Razem z Pawłem popędziliśmy do przodu, podziwialiśmy okolice i pstrykaliśmy fotki. Stojąc w punkcie widokowym nad Dużym Stawem [foto] zaczepiła mnie pewna para ?profesjonalistów?, wyglądało to mniej więcej tak:
– Czy to morskie oko?
– Słucham??!!!!
– Jakie to jezioro??
No muszę przyznać że ubaw z tego był niezły 😉 Bo oni byli poważni?
Wróciliśmy na szlak, na horyzoncie pojawił się niezmordowany Ron, w mig dobił do nas. Drogowskaz wskazywał 5min do słoneczników, postanowiliśmy się ścigać 😉 Oczywiście dotarliśmy przed Ronem, Paweł postanowił się wspiąć na słonecznik, i zrobił to [foto]. W międzyczasie dobił Ron, niestety nie usłyszał naszego nawoływania i pognał dalej? Po jakimś czasie dobiła reszta, ze smutkiem stwierdziliśmy, że Rona nas zostawił. Postanowiłem, że pognam za nim i dowiem się co się stało. Gdy do niego dobiegłem widziałem jak dobija potężnego Yeti. Okazało się, że Ron usłyszał nawoływania bezbronnych turystów atakowanych przez Yeti. Pognał do nich z pomocą!! Nie miałem już nic do roboty, powiedziałem tylko że czekamy przy słonecznikach.
Gdy tylko ponownie byliśmy całą ekipą ruszyliśmy w podróż powrotną, a czekało na nas jeszcze wiele przygód. Które rozpoczęły się tuż po minięciu Kopy. Okazało się, że przez większość szlaku jest lodowisko na którym można by rozegrać mecz NHL 😉 Całość zejścia opóźniła się przez Rona który postanowił zmieniać ogumienie jak Kubica, zakładał i zdejmował raki kilkukrotnie.
W końcu dotarliśmy do klimatycznego, PRL-owskiego domu wczasowego, ogarnąwszy się usiedliśmy do piwka które jak się okazało skończyło się szybciej niż się zaczęło 😉
Z nadzieją na kolejny tak dobry dzień poszliśmy spać, już bez konkretnej godziny na pobudkę.


 09.02.2014

Trasa: Karpacz ? Bolków ? Poznań
Dystans: 260 km

 
Obudziłem się ok 8. W pokoju waliło gnijącym kotem, fetor był nie do zniesienia, jak się okazało nie były to skarpetki Rona, a głowa Yeti którą zabrał jako trofeum. Za to za oknem słońce przebijało się przez chmury i zapowiadał się ciekawy dzień. Szykowaliśmy się do wyjścia, tym razem na luzie, bez pośpiechu.
Spakowaliśmy się, ubraliśmy do wyjścia w góry i już mieliśmy ruszyć gdy nagle zaczęło kropić 🙁 Pojawiły się ciemne chmury. Padła szybka decyzja, zmieniamy plany, jedziemy do Bolkowa zwiedzić zamek.
I to była dobra decyzja robiło się tylko ciemniej? Z okna samochodu żegnaliśmy góry [foto], ze smutkiem, ale i jeszcze większą chęcią na powrót.
Zamek Bolków okazał się bardzo ciekawym, choć mocno zniszczonym obiektem, został wybudowany w stylu gotyckim w XIII w. Zwiedziliśmy mury które wyglądały na nie do zdobycia, i kto wie może ich nikt nie zdobył? No może tylko czas powoli je zdobywał i niszczył. Zwiedziliśmy także muzeum podziwiając trebuszi katapultę w skali 1:8. Imponujące machiny, musiały kiedyś siać zniszczenie! Na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie na baszcie [foto].
Po tej podróży w czasie pozostało nam udać się w dalszą cześć drogi powrotnej w rytmie disco polo 😉

Tomek

      ? Zobacz GALERIĘ
? Czytaj INFORMACJE
February 15, 2014 · Opublikowany w Wyprawy po Polsce 

3 komentarze to “Wyprawa w Karkonosze Wsch.”

  1. Mariolka on February 15th, 2014 14:39:29

    Niestety było krótko, ale za to wesoło. Miejmy nadzieję, że następnym razem pogoda bardziej dopisze i ekipa będzie równie doborowa jak tym razem. Śmiechu było co nie miara, a tym bardziej, że przez ten wiatr każdy słyszał to co chciał słyszeć i wychodziły z tego ciekawe historie 🙂

  2. polcia on February 15th, 2014 16:01:43

    Ale się uśmiałam, dobra relacja,a wyprawa jeszcze lepsza 🙂 Może i krótka, ale za to jaka intensywna. Dla mnie osobiście niezły wyczyn, chwilami nie było lekko dlatego satysfakcja jest podwójna. Ron…. wymiata 🙂

  3. kapelan on February 15th, 2014 21:24:25

    Ron na prezydenta !!! 😀

Odpowiedz

Musisz być zalogowany aby pozostawić komentarz.

Loading Facebook Comments ...