Zimowa wyprawa w Tatry

Tatry Zachodnie

Tatry Zachodnie


Nasza zimowa przygoda zaczęła się już na Oberconiówce, kiedy to nasze i „zawsze” niezawodne auto odmówiło dalszej współpracy. Całe szczęście, że nasz Mieciu okazał się niezawodny. Szybka akcja, na która złożyło się szybkie zapoznanie z planem miasta Zakopane oraz wykorzystanie możliwości samochodu Miecia spowodowała, że z niewielkim opóźnieniem ruszyliśmy w góry. Był to jednak dopiero początek. Posłuchajcie…


16.01.2010
Trasa: Chłabówka Dolna – Obżycka Polana – Wielki Kopieniec – Chłabówka Dolna
Czas przejścia: 3h 40 min
Dystans: 14.6 km

Zobacz trasę Pobierz trasę

O zwykłych kłopotach najszybciej zapomina się w górach. Standardowo już ruszyliśmy na Wielki Kopieniec. Śnieżną ścieżką skąpaną w słońcu [foto] wędrowało się przyjemnie.
Po wyjściu ponad granice lasu zostaliśmy oślepieni przez niesamowity blask [foto]. Słońce odbijające się w ogromnych kryształkach śniegu sprawiało, iż miało się wrażenie spacerowania po diamentach [foto]. Szkoda tylko, że ich trwałość nie dorównuje oryginałowi :)
Snując fantazje o bogactwie leżącym u naszych stóp wędrowaliśmy drogą powrotną do Jaszczurówki. Mimo nie najlepszego początku, dzień zakończył się pozytywnie.


17.01.2010

Trasa: Kuźnice – Dolina Jaworzynki – Hala Gąsienicowa – Zielony Staw – Karb – KOŚCIELEC – Czarny Staw Gąsienicowy – Murowaniec – Skupniów Upłaz – Kuźnice
Czas przejścia: 12h 00 min
Dystans: 26.7 km

Zobacz trasę Pobierz trasę

Ruszyliśmy w rejon Gąsienicowy z nie do końca sprecyzowanym celem. O wszystkim miały zdecydować warunki pogodowe. A te nie były jednoznaczne. Piękne słońce, niewiele chmur na niebie [foto] i bardzo mocny, porywisty wiatr. No cóż, po dotarciu na Hale, Kościelec szeptał, że mamy na niego wejść. I takiej próby postanowiliśmy się podjąć. Droga w okolice Zielonego Stawu minęła szybko. Problemy zaczęły się na podejściu na Karb. Nieprzetarty szlak i dużo nawianego śniegu spowodowały, że musieliśmy tam zostawić sporo sił. Niepokojące były również „mini” deski śnieżne na „mini” zboczach, które wyżej mogły stać się „mega…” Po dotarciu na Karb wiatr pokazał, że nie ułatwi nam wejścia na szczyt. Podchodziło się ciężko, teren był zróżnicowany [foto], od skał i kamieni, poprzez lód osłonięty cienką warstwą śniegu do miejsc z nawianą dużą ilością niezwiązanego puchu. Nie wyglądało to dobrze. Pojawiające się skurcze w nogach dały sygnał o odwodnieniu organizmu. Wspinanie było coraz trudniejsze. Postanowiliśmy jednak zacisnąć zęby i wejść na szczyt. Wiatr ciął po twarzy, wkradał się w każde nieszczelne miejsce, nie był naszym sprzymierzeńcem. Po pokonaniu ostatnich, kłopotliwych metrów stanęliśmy na Kościelcu [foto]. A raczej próbowaliśmy stać… Porywiste podmuchy lodowatego wiatru skutecznie nam to utrudniały. Co by nie mówić – warto było! Naszym oczom ukazała się niesamowita wręcz panorama zimowych Tatr. Po krótkiej chwili kontemplacji sztywniejące dłonie dały sygnał do zejścia. To natomiast okazało się niebezpieczniejsze od wędrówki w drugim kierunku. Mogliśmy się przekonać i potwierdzić, że raki i czekan są niezbędne na tego typu wyprawy. Po zejściu zaśnieżonym żlebem [foto] nad Czarny Staw Gąsienicowy [foto] mogliśmy poczuć radość z udanego wejścia i co najważniejsze zejścia z Kościelca. Grzane wino w Murowańcu znacząco poprawiło nam krążenie i zarumienienie dziarsko maszerowaliśmy do Kuźnic.


18.01.2010

Trasa: Dolina Chochołowska – Grześ – Rakoń – Wołowiec – powrót
Czas przejścia: 12h 30 min
Dystans: 48.4 km

Zobacz trasę Pobierz trasę

To był dziwny dzień. Zaczął się w czarnej „ dupie”, a skończył się w białej. Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie, a wraz z nią nasze nastroje. Wszystko zaczęło się o 4:00 kiedy to telefon Mariolki dał sygnał do pobudki. Nasz nowy kierowca wolno, ale bezpiecznie dowiózł nas na miejsce. Przejście Doliny Chochołowskiej schowanej pod kurtyną nocy nie sprawiło większych problemów i przebiegło sprawnie. Co innego z wejściem na Grzesia. Szlak, a raczej lodowisko jakim przyszło nam maszerować nieco nas spowolniło. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Gdy stanęliśmy pod szczytem Grzesia [foto] ukazała się cudowna panorama Tatr Zachodnich. Właśnie dla takich momentów, widoków i przeżyć wkładamy cały nasz wysiłek. Niestety później było już tylko gorzej. Gdy stanęliśmy na Rakoniu gęste chmury zakrywały horyzont. Wejście na Wołowiec, który był celem dzisiejszej wyprawy mijało się „z celem”. Będąc bliscy decyzji o powrocie Słońce dało nam nadzieje. Przebijając się przez gęste chmury odsłoniło zbocze góry [foto]. W ekspresowym tempie założyliśmy raki i wędrowaliśmy w stronę szczytu. Ale cóż, szczęśliwego zakończenia tu nie będzie. Słońce tak szybko jak się pokazało, tak szybko i znikło. Nasz sytuacja przedstawiała się mniej więcej tak, jak pisał Wojtek Cejrowski tzn. jakby włożyć głowę do wiadra z mlekiem i się rozejrzeć. Podejście było dość strome po zmrożonym śniegu. Miejscami sporo nawianego śniegu tworzącego niebezpieczne nawisy. Na szczycie jednym wyraźnym punktem była tablica z informacją, gdzie aktualnie się znajdujemy [foto]. Mało pocieszające, Wołowiec ponownie nie okazał się dla nas łaskawy. Może następnym razem… Powrót był długi i monotonny. No bo jak inaczej nazwać wędrówkę w jednej, wielkiej białej „d”, która zakrywała wszystko przed nami? Ale nie to było najgorsze. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Siwej Polany. Dolina Chochołowska zdecydowanie nie nadaje się powrót po ciężkiej wyprawie. Mnogość zakrętów, o których myślimy, że ten ostatni będzie już ostatnim, w a rzeczywistości się nim nie okazuje. Niszczy psyche… 9 km tego marszu dało nam nieźle w kość. No ale daliśmy radę. A wieczór spędzony „po góralsku” wynagrodził nam wszystkie trudy dzisiejszego dnia.


19.01.2010

Trasa: Kuźnice – Sarnia Skała – Strążyska Polana – Wodospad Siklawica – Dolina Strążyska
Czas przejścia: 9h 00 min
Dystans: 29 km

Zobacz trasę Pobierz trasę

Dzień został przeznaczony na odpoczynek. Trochę wędrowaliśmy po górach, trochę uzupełnialiśmy zapasy i załatwialiśmy sprawy u mechanika. Nieposłuszne auto znowu zaczęło współpracować. Posłuchajcie… Pogoda nie była dla nas łaskawa. I trzeba przyznać, że to ona zdecydowała o wyborze trasy. Gęsta mgła schowała przed nami wszystkie widoki [foto]. Wilgotne powietrze i prószący śnieg dodatkowo utrudniały marsz. Szlak był pokryty lodem, a w sumie to było jedne wielkie lodowisko. I jak to z lodem bywa człowiek się na nim ślizga. I upada… Przekonał się o tym każdy z nas. A w szczególności Mariolka, która postanowiła przetestować swoje amortyzatory na pupie bardzo dokładnie. Miejsca na testy wybierała bardzo starannie. Wszelkie trudne odcinki pokonywała pewnie. Upadała na prostej drodze. Mądrala :) Mimo trudności wędrowaliśmy w dobrym nastroju. Wrażenie wywarła na nas Sarnia Skała. Skalny szczyt [foto] malował się majestatycznie skapany w gęstej mgle. Przy dobrej pogodzie musi być z niej kapitalny widok. Sprawdzimy to. Po dotarciu do Strążyskiej Polany mając serdecznie dość lodu, postanowiliśmy dla odmiany zerknąć na wodospad Siklawica. Ale jak to w zimie, wodospad sta się lodospadem [foto]. Wyglądał groźnie, wytrzeszczając swoje lodowe kły. Warto było. Choć nasze stopy były odmiennego zdania :)


20.01.2010

Trasa: Kiry – Zahradzisko – Chuda Przełączka – Ciemniak – Krzesanica – Małołączniak – powrót
Czas przejścia: 7h 38 min
Dystans: 18 km

Zobacz trasę Pobierz trasę

Kapitalny dzień! :) Ekipa została wzmocniona przez Angelikę i Tomka, którzy dotarli do Chłabówki wcześnie rano. Im nas więcej tym przyjemniej. Postanowiliśmy udać się do Doliny Kościeliskiej i spróbować wejść na Ciemniaka. Wszelkie prognozy jak i sama pogoda tego dnia nie napawały optymizmem. Nisko zawieszone chmury schowały przed nami góry. Mimo to postanowiliśmy ich poszukać. I tak też uczyniliśmy. Posłuchajcie…
Szlak wił się kreta ścieżką w zimowej scenrii lasu [foto]. W miarę zdobywania wysokości poprawiała się ostrość w naszej optyce. To dobrze wróżyło. Zostawialiśmy pod sobą gęste chmury, a naszym oczom ukazały się przepiękne widoki z Giewontem na czele [foto]. Naszej radości nie było końca, nikt się bowiem nie spodziewał takiej niespodzianki. Panorama zapierała dech w piersiach, wędrowało się wspaniale [foto]. Na Ciemniaku Angelika z Tomkiem zdecydowali wracać. Byli usatysfakcjonowani i szczęśliwi z tego co przeżyli i zobaczyli do tego miejsca. Mieli na nas czekać w Kirach. Chcąc w pełni wykorzystać dobre warunki ruszyliśmy dalej. Na Krzesanicy widoki zdawały się jeszcze piękniejsze. Białe szczyty wybijające się z gęstwiny chmur [foto], skapane w promieniach słońca zapamiętamy na długo. Dalej podejście było trudniejsze. Czekan i raki przy wejściu na Małołączniak zapewniły nam bezpieczeństwo.
Strome zbocza pokryte dużą ilością śniegu, tworzącego nawisy, wymagały respektu i uważnego wyboru drogi. Nasz wysiłek ponownie został nagrodzony [foto]. Ze szczytu podziwialiśmy niesamowitą panoramę Tatr Wysokich i Zachodnich. Piękny kraj…! :) Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Czas płynął nieubłagalnie i nakazywał wracać. W bardzo dobrych nastrojach ruszyliśmy w drogę powrotną [foto]. Z nadzieją, że następnego dnia pogoda również będzie nam sprzyjać.


21.01.2010

Trasa: Kuźnice – Dolina Jaworzynki – Hala Gąsienicowa – Czarny Staw Gąsienicowy – Zawratowy Żleb – ZAWRAT – powrót
Czas przejścia: 10h 30 min
Dystans: 22.6 km

Zobacz trasę Pobierz trasę

Niebo na Ziemi. To dziś zobaczyliśmy! Wędrówka Doliną Jaworzynki minęła szybko. Pustka na szlaku, mroźne powietrze, wesoła atmosfera sprawiły, że nawet się nie obejrzeliśmy, a naszym oczom ukazała się Hala Gąsienicowa. Szczyty były schowane w chmurach. W związku z tym postanowiliśmy zjeść pomidorową w schronisku i poczekać na poprawę pogody. Opłaciło się :) Błękit nieba, który wypełnił widoki za oknem był impulsem do dalszej wędrówki. Ruszyliśmy na Czarny Staw, który skuty grubo lodem, pozwolił nam na jego przejście i zaoszczędzenie czasu. Fajna sprawa. W tym miejscu Angelika i Tomek postanowili, że powędrują na Kasprowy Wierch. Co tam się wyprawiało muszą opowiedzieć sami. :)
Dla nas zaczęły się pierwsze trudności. Strome podejście nad Zmarzły Staw wymagało założenia raków. Trzeba było przecierać szlak. Wolno zdobywaliśmy wysokość. Zapadając się po kolana w śniegu, krok za krokiem wspinaliśmy się dalej. W Zawratowym Żlebie udało się znaleźć ścieżkę zmarzłego śniegu. Pozwoliło to nam nieco przyspieszyć. Zwiększyła się stromizna zbocza [foto]. Podejście było trudne i ciężkie. Ostatnie kroki przed szczytem, stawialiśmy bardzo uważnie. Nikt z nas nie spodziewał się jednak takiej nagrody za włożony wysiłek w wejściu na szczyt. Coś pięknego… Oślepiające słońce, malownicze szczyty, błękit nieba i „5” przykryta pierzyna białych chmur [foto]. Nie mogliśmy się nacieszyć tym widokiem. Warto – dla takich chwil warto żyć i wędrować [foto] …
Długo tam zabawiliśmy, ogrzewając się w promieniach słońca i podziwiając te cuda natury [foto]. Czuliśmy się spełnieni. W doskonałych nastrojach zaczęliśmy schodzić. Aby nieco przyspieszyć uskuteczniliśmy „dupozjazd” [foto]. Ależ to była frajda. I w mgnieniu oka byliśmy na dole. Hala Gąsienicowa pożegnała nas tego dnia również wspaniałym widokiem [foto]. Pełnia szczęścia


22.01.2010

Trasa: Palenica Białczańska –Morskie Oko – Czarny Staw pod Rysami – Szeroki Zagon – Kocioł pod Rysami – odwrót
Czas przejścia: 11h 30 min
Dystans: 30.9 km

Zobacz trasę Pobierz trasę

Ostatni dzień wyjazdu. Chcieliśmy aby był wyjątkowy. Podjęliśmy próbę wejścia na Rysy. Niestety, nie udało się. Pogoda i warunki zdecydowały, że to nie nasz czas. Góry nas nie wpuściły. Posłuchajcie… Wstaliśmy bardzo wcześnie. Do Morskiego Oka dotarliśmy o świcie. Po krótkim odpoczynku w schronisku przez zamarznięty staw ruszyliśmy dalej. Gdy stanęliśmy na tafli Czarnego Stawu ukazało się nam ogromne lawinisko [foto], które wywarło na nas ogromne wrażenie. I zmusiło do refleksji… W tym miejscu Angelika z Tomkiem zawrócili i powędrowali na Szpiglasowy Wierch. Mam nadzieję, że opowiedzą o szczegółach tej wyprawy. Nam sporo czasu zajęło znalezienie bezpiecznego wejścia na Szeroki Zagon. Niestabilny śnieg, nawisy śnieżne, nie wyglądało to dobrze. Straciliśmy za dużo czasu…
Po wybraniu względnie bezpiecznej drogi ruszyłem do Kotła [foto]. Wspinanie szło wolno, warunki były trudne. Każdy metr kosztował sporo sił. Śnieg miejscami zmrożony, głównie jednak nie związany, sypki, niestabilny, utrudniający marsz. Przy wyjściu z Kotła, tuż przed rysą załamała się pogoda. Cały teren schował się w gęstych chmurach, zaczął wiać silny wiatr, widoczność praktycznie zerowa. I wtedy pod naciskiem mojej stopy pękła niewielka deska śnieżna. Chcąc wyjść z niebezpiecznego miejsca zmieniłem kierunek. Nie przyniosło to rezultatu, bowiem chwilę potem pękła druga, większa…
Zrobiło się nie ciekawie, praktycznie droga do rysy była odcięta. Wiatr zacierał moje ślady, a przy takiej widoczności łatwo pomylić drogę zejścia. W moim odczuciu wybór był tylko jeden – odwrót. Wolno, rozważnie stawiając kroki zacząłem schodzić. Widok czekających na mnie Mariolki i Młodego dodał mi sił. Jeszcze chwila pełnej koncentracji i razem staliśmy na Czarnym Stawie. W schronisku czekali już na nas uśmiechnięci Tomek i Angelika. Nic bardziej nie cieszy jak ekipa w komplecie. Cała i zdrowa :)
Coż, tym razem nie udało się wejść na Rysy. Ale…

WRÓCIMY, GDY ZAKWITNĄ KROKUSY !

Krzysiek


styczeń 31, 2010 · Opublikowany w Wyprawy po Polsce 

3 komentarzy to “Zimowa wyprawa w Tatry”

  1. Krzysiek Krzysiek on luty 2nd, 2010 20:56:10

    Po ciężkiej walce z problemami technicznymi wreszcie udało się opublikować relację! ;) Lekko nie było ale warto było się pomęczyć… Zapraszam do lektury!

  2. polcia polcia on luty 16th, 2010 18:38:48

    Ach te widoki…dech w piersiach zapierają…Za to pewnie wynagrodziły “drobne” problemy techniczne:) Pięknie i bajkowo!!!

  3. tbas tbas on luty 17th, 2010 18:23:15

    Visninger og folket var fantastisk. Fordi det er viktig hvem du bor, ikke hvor :))

Odpowiedz

Musisz być zalogowany aby pozostawić komentarz.

Loading Facebook Comments ...